Pokój pożądany, wojna konieczna

Nie ma nikogo, kto byłby bardziej zdecydowanym zwolennikiem pokoju opartego na powszechnych wartościach niż ja. Jestem zaangażowany w promowanie pokoju w sposób radykalny. Nie mogę ignorować faktów historycznych, że większość postępu dla ludzkości przyszła poprzez działania wojenne, często z wielkimi stratami w ludziach. Gdzie byłaby dzisiaj Ameryka, gdyby nie wojna o niepodległość? Gdzie byłyby narody Europy, gdyby nie walczyły o swoje prawa narodowe? Jakie konsekwencje poniosłyby narody, gdyby odmówiły walki w obliczu zagrożenia?

„Który uśmierza wojny aż do kończyn ziemi. (…) Uspokójcie się, a wiedzcie, żem Ja Bóg” – Psalm 46:10‑11

Nie ma nikogo, kto byłby bardziej zdecydowanym zwolennikiem pokoju opartego na powszechnych wartościach niż ja. Jestem zaangażowany w promowanie pokoju w sposób radykalny. Nie mogę ignorować faktów historycznych, że większość postępu dla ludzkości przyszła poprzez działania wojenne, często z wielkimi stratami w ludziach. Gdzie byłaby dzisiaj Ameryka, gdyby nie wojna o niepodległość? Gdzie byłyby narody Europy, gdyby nie walczyły o swoje prawa narodowe? Jakie konsekwencje poniosłyby narody, gdyby odmówiły walki w obliczu zagrożenia?

Nie ma sprzeczności między tym moim przekonaniem a nauką naszego Zbawiciela. Jezus nie przemawiał do narodów, ale do jednostek, mówiąc, że ten, kto został uderzony w policzek, powinien obrócić także drugi i nie stawiać oporu. Jego nauki były skierowane do Jego uczniów, którzy zostali pouczeni, aby opuścić świat i być nowym narodem, narodem świętym, oczekiwać prześladowań tak jak On sam, mając nadzieję na nagrodę w Królestwie (Obj. 3:21).

Jezus nie obiecał swoim uczniom sukcesu w pokojowych działaniach na ziemi. Wręcz przeciwnie, zostało zapowiedziane, że ci, którzy pragną żyć pobożnie, będą prześladowani. Muszą być gotowi znosić cierpienia, aby wykazać swoją lojalność wobec Boga, zanim otrzymają przyjęcie na tron swojego Odkupiciela. „Jeśli ktoś chce iść za mną, niech się wyrzeknie samego siebie, niech weźmie swój krzyż i naśladuje mnie!” (Mat. 16:24).

Błogosławieństwa [z „kazania na górze”] nie dla narodów

Gdy Jezus powiedział: „Błogosławieni ci, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi” (Ew. Mateusza 5:9), nie zwracał się do narodów, ale do jednostek – do tych, którzy decydują się być Jego uczniami poprzez całkowite odwrócenie się od spraw ziemskich. Jego wypowiedź odnosiła się do zupełnie innego kontekstu niż stwierdzenie dotyczące Jego naśladowców. Przeciwnie, Jezus powiedział: „Powstanie naród przeciw narodowi” i będą wojny (Ew. Mateusza 24:6‑7).

Nie chcę być źle zrozumiany, ale wokół tego tematu panuje tak wiele zamieszania, że muszę wyraźnie wyrazić prawdę. Nie ma lepszego miejsca na jej wyjaśnienie niż stolica kraju, który szczególnie pragnie pokoju, podobnie jak Chiny.

Prawda jest taka, że wojna nie jest chorobą, lecz jedynie jej objawem w politycznym i społecznym ciele. Tak długo, jak choroba będzie trwała, tak długo będziemy mieli wojny. Czyż nie jest oczywiste, że ta choroba to grzech? Grzech i wojna idą ze sobą w parze. Istnieją tylko dwie drogi, aby zatrzymać wojnę:

  1. Poprzez nawrócenie narodów ze stanu grzechu do stanu sprawiedliwości i miłości albo
  2. Poprzez stworzenie rządu lub władzy, które nie będą podlegać grzechowi i będą kontrolować sprawy grzeszników siłą.

Czy ta teza jest dyskusyjna? Nie. Fakty, na których się opiera, są tak pewne jak reguły matematyczne, tak pewne jak to, że dwa plus dwa równa się cztery. Można przytoczyć wiele wersetów Biblii, które potwierdzają, że grzech i samolubstwo prowadzą do wojen w sferze politycznej, społecznej i finansowej.

Walka trwa od czasu, gdy człowiek stał się grzesznikiem. Dawniej objawiała się przez rabunki, piractwo i niewolnictwo. Później zmienił się sposób działania, a przywódcy zauważyli, że można osiągnąć więcej za pomocą bardziej subtelnych metod, wykorzystując czynniki polityczne i kościelne. Gdy warunki się zmieniły, mądrzy ludzie zrozumieli, że wraz z postępem technologicznym niewolnictwo przestaje być opłacalne, więc lepiej jest uwolnić niewolników i pozwolić im pracować na swoje utrzymanie. Tak więc poszli w tym kierunku.

Później nadszedł czas układów finansowych, trustów i korporacji, które kontrolują życie ludzi od najniższej klasy po najwyższą. Ale wraz z tymi zmianami trwała wojna. Zmieniały się tylko jej formy, metody i uzbrojenie. Podstawą wszystkich tych konfliktów jest samolubstwo. Dopóki istnieje samolubstwo, będzie wojna. Zwycięstwo oznacza sukces, a przegrana – ucisk.

Różne rodzaje wojen

Widzicie, że wojna nie ogranicza się już tylko do bitew marynarki wojennej czy walki z użyciem broni palnej czy mieczy. Dotyczy ona wszystkich społecznych, politycznych i finansowych konfliktów i niepokojów. To wszystko są walki, w których sprytne umysły przywódcze odnoszą zwycięstwo. Obecnie, zamiast zakończonych wojen na polach bitew, pojawiają się nowe konflikty na nowych polach. Lud pracujący organizuje się i coraz bardziej manifestuje swoją siłę. Przygotowuje się do wielkiej bitwy. Walka trwa, lud robotniczy odnosi już kilka zwycięstw i zapowiada, że to dopiero początek jego działań wojennych przeciwko wszelkim prześladowcom.

Ludzie, którzy sto lat temu byli tępi, głupi i niewykształceni, dzięki bezpłatnej edukacji zdobyli bystre spojrzenie i przenikliwy umysł. Są gotowi wykorzystać każdą możliwą korzyść. Co więcej, od ćwierćwiecza nasze słynne uczelnie podważają wiarę w natchnienie Biblii, a ich wpływ rozszerzył się na masy. Teraz zgłaszają wątpliwości co do przyszłego życia i wyrażają determinację, aby skorzystać z najwcześniejszej okazji obecnego życia, by cieszyć się luksusami bogaczy i uczynić je dostępnymi dla wszystkich. Gdyby ich program został w połowie zrealizowany, oznaczałoby to najbardziej przerażającą wojnę w historii świata. Biblia opisuje ten czas jako okres takiego ucisku, jakiego dotąd nie było (Dn 12:1).

Jeśli duch wojny jest duchem samolubstwa w działaniu, to potwierdza się myśl, że świat nie był nigdy bardziej nasycony konfliktami niż obecnie, nigdy nie był bardziej skoncentrowany na samozaspokojeniu. Chociaż mamy więcej błogosławieństw niż kiedykolwiek wcześniej, niezadowolenie jest bardziej powszechne niż kiedykolwiek, co pędzi ludzkość ku największemu z konfliktów.

Dopóki pieniądz ma wartość, a polityczne układy trzymają kontrolę, struktura społeczna pozostanie nienaruszona i będzie się utrzymywać – naród przeciwko narodowi, przez floty i armie. Jednak gdy polityczne i finansowe moce zaczną słabnąć, wojna przerodzi się w anarchię, o której Pismo Święte mówi: „Każdy będzie walczył przeciwko swojemu bratu” (Iz 19:2).

Co jest lekarstwem?

Wpływowe osobistości w społeczeństwie dostrzegają sytuację w sposób, który przedstawiłem. Propozycje altruistycznych jednostek, takich jak Andrew Carnegie, mające na celu pokój, są bagatelizowane. Podatki od spadków i dochodów nie zyskały powszechnego uznania wśród tych, którzy będą musieli je płacić. Wiele reform zostało wprowadzonych nie z życzliwości, lecz z konieczności. Są to rozsądne ustępstwa. Z pewnością nastąpią kolejne, również rozsądne, lecz żadne z nich nie zaspokoi narastającego niezadowolenia. Każde ustępstwo dokonywane na korzyść uprzywilejowanych klas wobec mas jest jak rzucenie kawałka mięsa wilkom atakującym stado głodnych. Te łagodzenia hamują pożeranie zysków, ale zwiększają apetyt na więcej.

Teraz już jest za późno na ludzkie środki zaradcze. Całkowite nawrócenie ludzkich serc w stronę Boga było dużo bardziej możliwe pięćdziesiąt lat temu, kiedy istniała większa wiara w Biblię, większa ufność w wszechmocnego Stwórcę. „Wyższa krytyka” skutecznie wykonała swoją pracę, podważając wiarę w jedyną księgę, której można przypisać Boże natchnienie. Edukacja i komercjalizm również dołożyły swoje, co spowodowało, że świat rozpłonął się w samolubnej ambicji – pragnieniu bogactwa i luksusów, chcąc je zdobyć, ale unikając własnych kosztów.

Chwalebna nadzieja chrześcijan

Obraz, który przedstawiam wam, drodzy przyjaciele, byłby jedynie destrukcyjny i bezwartościowy, gdyby nie to, że mam dla was dobrego poselstwa zachęty. Kontynuując, wyjaśnię, że Bóg zaplanował bieg zdarzeń zła na sześć wielkich dni historii ziemi – czyli sześć tysięcy lat – i przygotował wielki siódmy dzień, który również potrwa tysiąc lat. Bóg opisuje ten dzień lub okres, kiedy Mesjasz zasiądzie na tronie, dokonując wszystkich rzeczy nowych.

Możemy przywołać wiele fragmentów Pisma Świętego, które opisują wydarzenia nocy smutku, grzechu i walki oraz nadejście nowego dnia, podczas którego sprawiedliwość będzie panować na całej ziemi. Słowa proroków, które opisują Królestwo Mesjasza jako „pożądane od wszystkich narodów” [Agg. 2:8], przekazują nam właściwe zrozumienie.

Inne wersety pokazują, że czas obecnego ucisku, który unoszą się jak chmura nad ludzkością, będzie tak straszliwą burzą konfliktu, rozlewu krwi i zmartwienia, że świat osiągnie swoje dno i będzie znużony. Wtedy, pod nowym zarządzaniem Mesjasza, duch zdrowego rozsądku stopniowo ogarnie całą ludzkość, a ludzie będą zwracać się do Królestwa Mesjaszowego w lojalnym posłuszeństwie, oświadczając, jak prorok powiedział: „Oto Bóg nasz, na którego oczekiwaliśmy i który nas wybawił” – Izaj. 25:9. Zarówno bogaci, jak i biedni z każdego narodu stopniowo będą świadomi zmieniających się warunków, a wszyscy miłujący sprawiedliwość będą się cieszyć.

Tak więc, drodzy przyjaciele, nie tracmy nadziei, nawet gdy między narodami trwają wojny i kryzysy, a konflikty – polityczne, religijne i finansowe – wydają się rozszalać jak nigdy przedtem. Niech nie będą one dla nas czymś dziwnym, ale pamiętajmy, że są to wszystko ruchy i działania wynikające z upadku ludzkiego serca. Biblia wskazuje, że celem Boga jest udzielenie ludzkości pouczającej lekcji na temat skutków samolubstwa – lekcji, której nigdy nie zapomną i która okaże się cenna na wieczność.

„Błogosławieni pokój czyniący”

To, co powiedzieliśmy, nie ma na celu pobudzania nikogo do egoizmu i konfliktów, przeciwnie – jest to Słowo Boże, które dostarcza wskazówek dla tych, którzy pragną się rozwijać. Ci, którzy sumiennie podążają za naukami Pisma Świętego, doświadczą odpowiedniego błogosławieństwa. Biblia, choć kierowana głównie do nielicznych wybranych, którzy są prawdziwymi czynicielami pokoju, o których mówi Jezus, mówiąc: „Błogosławieni pokój czyniący, albowiem oni synami Bożymi nazwani będą” (Ew. Mateusza 5:9), dotyczy również wszystkich, którzy rozumieją zasadę sprawiedliwości, miłosierdzia, wzajemnego zrozumienia i współczucia. Tym samym pozostaną w zgodzie z wielkim Królem i unikną pewnej miary ucisku w dniu Jego gniewu, który szybko się zbliża.

Dla pana Carnegie i jego towarzyszy ze Stowarzyszenia Pokoju wyrażamy tylko uprzejme słowa. Musimy jednak ostrzec, że ich szlachetne intencje mogą się nie powieść, gdyż obecnie Bóg nie sprzyja pokoju pod obecnymi warunkami. „Nie ma pokoju niepobożnym, mówi Pan” (Izajasz 48:22).

Termin „niepobożni” obejmuje całą ludzką rodzinę, ponieważ „nie ma sprawiedliwego ani jednego” (List do Rzymian 3:10). Jednakże tylko niewielu jest tych, którzy przestali być niepobożni z perspektywy biblijnej. Tylko ci, którzy są usprawiedliwieni w oczach Bożych, oddali się całkowicie pod władzę Odkupiciela. Są oni uznawani za wyzwolonych spod potępienia, które spoczywa na świecie. Kiedyś również byli „dziećmi gniewu”, tak jak wszyscy inni.

Niestety, liczba tych, którzy w pełni weszli do rodziny Bożej, jest naprawdę niewielka. Nie wszyscy całkowicie oddali się Panu. Niewielu jest tych, którzy przyjęli Jezusa nie tylko jako nauczyciela, ale także jako Odkupiciela i wzorzec. Większość ludzi, jak stwierdził Apostoł, nadal pozostaje w niewoli „tego złego” – są zaślepieni, głusi, niezdolni do pełnego zrozumienia Bożych zamiarów.

Ci ludzie będą musieli przetrwać ciężkie doświadczenia w nadchodzącym czasie ucisku, ponieważ nie zrozumieją, dlaczego wszechmocny Bóg pozwala na takie zamieszanie spowodowane ludzkimi namiętnościami i walkami, podobnie jak nie rozumieją dlaczego ten sam łaskawy Stwórca pozwala na burze, powodzie, trzęsienia ziemi, epidemie i głody. Pełne zrozumienie tych spraw jest zarezerwowane przez Pana wyłącznie dla Niższych Wiernych – uczniów Jezusa. O nich On mówi: „Tajemnica Pańska jest dla tych, którzy się go boją, a swoje przymierze oznajmia im” (Psalm 25:14).

Nie reprezentujemy interesów żadnej konkretnej denominacji chrześcijańskiej ani kościoła na ziemi. Z naszej perspektywy istnieje tylko jeden Kościół, obejmujący wszystkich, których Pan uznaje za swoich. Wszyscy tacy są uważani za braci – niezależnie od tego, czy są katolikami, protestantami, czarnymi czy białymi, starszymi czy młodszymi, mężczyznami czy kobietami.

Trudno jest zrozumieć, jak słowa Jezusa o nadstawianiu drugiego policzka tym, którzy biją, mogą znaleźć zastosowanie w świecie, nawet w przenośnym sensie. Dla naturalnego człowieka byłoby to całkowicie niemożliwe do zrozumienia. Najświętsi z ludu Bożego mają trudność z przestrzeganiem tej zasady, nawet jeśli pomijają jej dosłowne znaczenie, przyjmując jej ducha jako naukę Pana. Zachęcamy ich wszystkich do „dążenia do pokoju ze wszystkimi ludźmi i do świętości, bez której nikt nie ujrzy Pana” (List do Hebrajczyków 12:14) – w ten sposób tylko oni doświadczą przemiany w „pierwszym zmartwychwstaniu” i staną się podobni do Mistrza – duchowo, oraz zobaczą Go takim, jakim jest – w Jego chwale duchowej. Świat nigdy Go w ten sposób nie zobaczy. Jak powiedział Mistrz: „Jeszcze przez krótki czas i świat mnie już więcej nie zobaczy” (Ew. Jana 14:19).

Naśladowcy Pana, podobnie jak On, mają być szczególni, odłączeni i oddzieleni od świata – mają być Nowym Stworzeniem. Powinni być oddani nauczaniu swojego Mistrza i napełnieni Jego duchem miłości, zarówno dla siebie nawzajem, jak i dla całej ludzkości, gotowi cierpieć zło i niesprawiedliwość, niż zrobić krzywdę innym. Nasz Pan zawsze był pokojowo usposobiony i promował pokój wobec innych, a tacy też powinni być Jego naśladowcy „Błogosławieni pokój czyniący, albowiem oni synami Bożymi nazwani będą.”